Pierwsza wycieczka
Niedziela, 8 sierpnia 2010
· Komentarze(0)
Kategoria Rowerem na zewnatrz
Rok 2010 obfituje w wiele przełomowych wydarzeń - wystawiających na próbę wydolność organizmu i charakteru.
Z każdym dniem na szczęście nabieram przekonania że udało się wszystko odpowiednio poprowadzić i kolejne miesiące 2010 będą znacznie spokojniejsze.
Oznacza to że wreszcie będzie można zająć się, dość świadomie niestety zaniedbaną sferą - zdrowiem i kondycją - bo tego trzeba będzie jeszcze sporo w życiu.
Dlatego korzystając z poobiedniej sjesty gości i domowników (przy czym niektórzy mali domownicy w czasie sjesty innych płynnie przeszli do kolejnego obiadu), postanowiłem wreszcie przejechać się po okolicy rowerem.
Założenie było zrobić "lajtową" wycieczkę trwającą max 1 godzinę - rozruszać kości i mięśnie. Wszystko z wykorzystaniem nieśmiertelnego żółtego roweru - niestety nadal bez większego serwisu (ale o dziwo po długim czasie jego nieużytkowania - wystarczyło przepłukanie wodą, napompowanie kół i w drogę).
W pierwszej kolejności pojechałem po płytach w kierunku Żabiej Woli - brak amortyzacji pozwala w 100% "ciszyć się" jazdą ;).
Po kilku km rozgrzewki po asfalcie - wjazd do lasu i przyjemna jazda leśnymi dróżkami w stronę domu. Po dojechaniu do "płyt", postanowiłem sprawdzić inną część lasu. Pierwszy wjazd zakończył się na branie jednostki wojskowej, zatem "w tył zwrot" i próbujemy dalej.
Postanowiłem wjechać do lasu zatem najbliższym wjazdem - z ulicy Spacerowej.
Przyjemna droga przez las sosnowy - dzisiaj mokro po deszczach zatem piachy (których dużo) nie strasze - dobrze, zrobię więcej km myslę. Z drugiej strony - fajnie bo będzie gdzie potrenować kondycję próbując przedzierać się przez piaszczyste, suche dróżki.
Po drodze oczywiście kilka rozjazdów, skrętów - staram się jechać tak aby powstała pętla która być może po kilku modyfikacjach będzie mogła być wykorzystana do treningów. W dodatku nie chcę dzisiaj przekroczyć założonej godziny. Po drodze zwiedzam miejscowość Zalesie, dojeżdżam na skraj lasu (w oddali trasa katowicka), zawracam i jadę kierując się słońcem. W międzyczasie dogania mnie jakiś nowofunland - na szczęście nie jest w bojowym nastroju. Beztroska właścicieli dużych psów mnie niekiedy rozbraja. Z drugiej strony, krótkotrwały przypływ adrenaliny powoduje wzrost prędkości.
Ostatecznie dojeżdżam do miejsca w którym wjechałem do lasu, zaś po 56 min i 33 s. od startu wjeżdżam do garażu - czas teraz zająć się gośćmi i pochłonąć kolejne kalorie :).
Fajne było to że po jeździe nie czułem prawie w ogóle tej godziny i w moim mniemaniu mógłbym spokojnie zrobić z tego 2 lub i 3.
Wydaje się to śmiesznie mało, ale po roku który za mną uznaję to za sukces.
Drugi plus to że rower jak zwykle niezawodny. Co prawda nie ma hamulców z tyłu co daje dodatkowego dreszczyka emocji jezdzie z predkoscia 35 km/h po lesnej drodze :).
Trzeci plus - wiem że po kilku przejazdach będę w stanie ułożyć sensowną trasę która będzie idealna do 1-2 godzinnych wypadów treningowych (piachy, leśne dróżki, górki i dołki, asfalt, korzenie etc).
Z każdym dniem na szczęście nabieram przekonania że udało się wszystko odpowiednio poprowadzić i kolejne miesiące 2010 będą znacznie spokojniejsze.
Oznacza to że wreszcie będzie można zająć się, dość świadomie niestety zaniedbaną sferą - zdrowiem i kondycją - bo tego trzeba będzie jeszcze sporo w życiu.
Dlatego korzystając z poobiedniej sjesty gości i domowników (przy czym niektórzy mali domownicy w czasie sjesty innych płynnie przeszli do kolejnego obiadu), postanowiłem wreszcie przejechać się po okolicy rowerem.
Założenie było zrobić "lajtową" wycieczkę trwającą max 1 godzinę - rozruszać kości i mięśnie. Wszystko z wykorzystaniem nieśmiertelnego żółtego roweru - niestety nadal bez większego serwisu (ale o dziwo po długim czasie jego nieużytkowania - wystarczyło przepłukanie wodą, napompowanie kół i w drogę).
W pierwszej kolejności pojechałem po płytach w kierunku Żabiej Woli - brak amortyzacji pozwala w 100% "ciszyć się" jazdą ;).
Po kilku km rozgrzewki po asfalcie - wjazd do lasu i przyjemna jazda leśnymi dróżkami w stronę domu. Po dojechaniu do "płyt", postanowiłem sprawdzić inną część lasu. Pierwszy wjazd zakończył się na branie jednostki wojskowej, zatem "w tył zwrot" i próbujemy dalej.
Postanowiłem wjechać do lasu zatem najbliższym wjazdem - z ulicy Spacerowej.
Przyjemna droga przez las sosnowy - dzisiaj mokro po deszczach zatem piachy (których dużo) nie strasze - dobrze, zrobię więcej km myslę. Z drugiej strony - fajnie bo będzie gdzie potrenować kondycję próbując przedzierać się przez piaszczyste, suche dróżki.
Po drodze oczywiście kilka rozjazdów, skrętów - staram się jechać tak aby powstała pętla która być może po kilku modyfikacjach będzie mogła być wykorzystana do treningów. W dodatku nie chcę dzisiaj przekroczyć założonej godziny. Po drodze zwiedzam miejscowość Zalesie, dojeżdżam na skraj lasu (w oddali trasa katowicka), zawracam i jadę kierując się słońcem. W międzyczasie dogania mnie jakiś nowofunland - na szczęście nie jest w bojowym nastroju. Beztroska właścicieli dużych psów mnie niekiedy rozbraja. Z drugiej strony, krótkotrwały przypływ adrenaliny powoduje wzrost prędkości.
Ostatecznie dojeżdżam do miejsca w którym wjechałem do lasu, zaś po 56 min i 33 s. od startu wjeżdżam do garażu - czas teraz zająć się gośćmi i pochłonąć kolejne kalorie :).
Fajne było to że po jeździe nie czułem prawie w ogóle tej godziny i w moim mniemaniu mógłbym spokojnie zrobić z tego 2 lub i 3.
Wydaje się to śmiesznie mało, ale po roku który za mną uznaję to za sukces.
Drugi plus to że rower jak zwykle niezawodny. Co prawda nie ma hamulców z tyłu co daje dodatkowego dreszczyka emocji jezdzie z predkoscia 35 km/h po lesnej drodze :).
Trzeci plus - wiem że po kilku przejazdach będę w stanie ułożyć sensowną trasę która będzie idealna do 1-2 godzinnych wypadów treningowych (piachy, leśne dróżki, górki i dołki, asfalt, korzenie etc).

