Wpisy archiwalne w miesiącu

Lipiec, 2008

Dystans całkowity:32.64 km (w terenie 3.00 km; 9.19%)
Czas w ruchu:01:40
Średnia prędkość:19.58 km/h
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:10.88 km i 0h 33m
Więcej statystyk

Tuning roweru

Po

Wtorek, 15 lipca 2008 · Komentarze(4)
Tuning roweru

Po dzisiejszych zakupach (thx DMK77) i przyjezdzie z pracy postanowilem poprawić nieco mój rower.
Nowe gadżety to:
2 x opona 26x2.00 Author (produkcja Panaracer)
2 x dętka Continental (z żółtymi nakrętkami na wentyle ;D)
1 x bidon atermiczny kompletny
1 x zestaw naprawczy do dętki (łyżki, łatki, nabój z gazem)

Niestety dość późno zabrałem się za pracę i zdążyłem tylko wymienić opony i dętki.
Do zrobienia jeszcze:
- wymiana łożysk w przedniej piaście
- centrowanie felg
- regulacje hamulców i przerzutek

Później krótki test drive (ponieważ już ciemno a lapmka przekroczyła budżet na ten tydzień).

Wrażenia:
ciiiicho (!),
gładko (!),
miękko (!),
miło (!),
lekko (!),
+10 respektu na światłach (:D).

V max w dniu dzisiejszym (na poziomym, bezwietrznym krótkim odcinku): 45kmh :). Byłoby więcej ale przechodnie (Wał Wiślany) + kompletny brak tylnego hamulca i słabiutki przedni wymusiły wcześniejsze hamowanie.

Ride The Lightning: dosłownie

Niedziela, 13 lipca 2008 · Komentarze(4)
Ride The Lightning: dosłownie :)

Tydzień który minął od spektakularnego odkurzenia roweru nie sprzyjał jeździe.
Ale po wykonaniu wszystkich obowiązków tygodnia, po powrocie od rodziny, postanawiam choć na godzinę wsiąść na siodełko (wszak obiecalem systematyczność :)).

Schodząć do piwnicy widziałem chmury ...
Wychodząc z rowerem usłyszałem głuchy, dość odległy grzmot ...
Myślę sobie: "z dużej chmury mały deszcz" i sprawnie wyjeżdżam za bramę osiedla. Po chwili zauważam że jest mało powietrza w tylnym kole. Nie zatrzymuję się jednak ponieważ pierwsze, grube krople deszczu intensywnie masują nogi i plecy. W dogodnym miejscu wykonuje nawrót i gaz do dechy -> do pit stopu.
Podpompowuję koła, reguluję hamulce a w tym czasie szaleje burza. Po 10 minutach zrobiło się jednak jaśniej, deszczu prawie nie ma więc czemu by nie pojeździć?

Jest godzina 20.15, wyruszam w celu poznania ścieżek rowerowych w mojej okolicy. Na początku leniwie rozpędzam się rozgrzewając stawy i mięśnie po dwudniowej niemal wizycie u Babci ( a jakie są konseknwencje dla organizmu takiej wizyty u Babci to oddzielny wątek ), po chwili jednak wiem że aby się zmęczyć muszę ostro pedałować. Kręce się chwilę po ścieżkach rowerowych -> co jednak się rozpędzę to muszę hamować aby przejeżdzac przez ulice, etc (kto i w jakim stanie te ścieżki planował??). Nie czas dzisiaj na takie zabawy, wskakuję na wał wiślany i gaz do dechy -> na północ!

W oddali widzę sporadyczne pioruny, ale dookoła niebo dość ładne. Cel to przejechać minimum 10 km, zatem nie obijam się i wrzucam na licznik 30kmh.
Oczywiście kilka hamowań z uwagi na psy z właścicielkami oraz dzieci, ale i tak mniej niż ostatnio.
Wyjeżdżam na odsłonięty z drzew odcinek wału, nad którym przebiegają dwie linie najwyższych napięć. Przejechałem już (sic!) jakieś 6 km, jeszcze trochę myślę sobie. Kątem lewego oka dostrzegam jednak coś niepokojącego -> takiego nieba dawno nie widziałem!. Piękne ale zarazem groźnie wyglądające. Częstotliwość błyskawic zwiększa się, czuję sie nieco nieswojo jadąc pod tymi linami , zwłaszcza że stanowię jeden z wyższych punktów w okolicy.
Po chwili ciszy zrywa się silny wiatr. Szybko liczę w głowie i wychodzi że pod domem powinienem mieć ok 10 km, zatem robię w tył zwrot (ależ zwrotny ten rower się zrobił :)) i .... zaczyna się jazda.
Jak najszybciej uciekam z wału, wykonuję piękny zjazd bez hamulcow w boczną ścieżkę. Robi się niemal zupełnie ciemno (dobrze że mam żółty rower bo lampki jeszcze nie kupiłem). Przeskakuję wszyskie krawężniki i nierówności, na liczniku cały czas ponad 25 kmh, miejscami ok 40 :).
Z tyłu słyszę grzmoty i widzę błyskawice.
Jeszcze kilometr myślę sobie, jest dobrze. Kilka pierwszych kropli burzowych spada mi na głowę ale ja jestem totalnie mokry. Ale i zadowolony :).

C.D.N.

1. Intro:
Przychodzi

Niedziela, 6 lipca 2008 · Komentarze(8)
1. Intro:
Przychodzi czasem taki dzień w życiu mężczyzny, kiedy musi udowodnić z jak twardej gliny jest ulepiony... Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że dzisiaj jest właśnie ten dzień...




... ale pewnie będzie dopiero jutro ;).

2. Toys for Boys
Aktywizacja zasiedziałego przed laptopem ciała wymaga jednak nieco sprzętu.
Wiem, można pojechać do sklepu, wydać 9999 czy tez 99999 zł i mieć sprzęt do jazdy którym w dodatku będzie można pochwalić się dookola ;). Na to przyjdzie jednak czas: do ujeżdżania konkretnego sprzętu trzeba jednak podszlifować konkretną formę. Postanowiłem podjąć wyzwanie i przygotowac rower na bazie znajdującej się w mojej piwnicy: roweru sprezentowanego na 16 urodziny mojej żony (sic!) wydając max 300 zł (musi byc jakaś hierarchia: najpierw ukochany samochód, później rower) :).
W tym celu zszedłem wczoraj do piwnicy i wyciągnąłem części składające się mniej więcej na ten rower: MTB wyprodukowany ok 1998r w pięknym kolorze Yellow Lambo pokrywającym ramę Hi-Ten (troszę za mała jak dla mnie), wyposażony w porażający osprzęt Simano SIS.
Ostatnio wrzuciłem te części do piwnicy jakieś dwa miesiące temu (wycieczka z DMK77, Agnieszką i PatrykRy) nie dając im perspektyw na ponowne wykorzystanie w tym sezonie.
Oczywiście, jak każde zejście do piwncy, również i to było perfekcyjnie przygotowane: kupiłem wcześniej w decathlonie kierownicę + sztycę pod siodło (po konsultacjach z mechanikiem składającym tam rowery).
Z werwą zabrałem się za siodło: aktualna sztyca była tak wysunięta w ramę że jazda w terenie mogła skończyć się analogicznie jak operacja wykonana na niejakim Azji z pewnej książki którą jakiś czas temu czytałem do poduszki.
No i zonk: oczywiście pan mechanik mierzył suwmiarką średnicę starej sztycy, pokazywałem mu nową i oczywiście wszystko miało idealnie pasować -> niestety nie pasuje. Okazuje się że do ramy mogę wsunąć jedynie 26mm a kupiłem 27,2.
No dobra, w sumie w terenie chwilowo nie jeżdże ;)

Sprawnie pozbyłem się starej kierownicy (no dobra, chwilę szukałem jakiegoś płynu który mógłbym wlać w gumowe nakładki na ręce których w inny sposób zdjąć nie sposób, z pomocą oczywiście przyszła motoryzacja i stary płyn do spryskiwaczy o woni jabola). Jest dobrze: próbuję włożyć nową, aluminiową, pięknie wyprofilowaną sztukę. Well, chyba zbyt dobrze wyprofilowana jak dla mojego sprzętu. Jednak w myśl hasła: "Nic na siłę, wszystko młotkiem", wspierając się ekwilibrystycznym operowaniem szcypcami rozwierającymi obejmę kierownicy oraz kilkoma celnymi uderzeniami młotka, udało mi się odpowiednio zamocować nową sztuke.
Pierwsze wrażenie: wow -> zupełnie inny rower. Zamierzony cel osiągnięty: siedzi sie wygodniej.

Dobra, co tam jeszcze zostało myślę rozglądając się po piwnicy. Bingo: koła.
Sprawny montaż i kolejne zonki:
- powietrza brak (ale gdzieś mam pompkę rowerową ale gdzie to musze się zastanowić)
- tylne koło bije ocierając o klocki hamulcowe: trzeba się chwilę zastanowić.
Resztę zrobię jutro, myślę sobie i zamykam sprzęta w piwnicy :).

Dzisiaj, po odwiedzinach rodzinki, postanowiłem dokończyć dzieło:
- znalazłem pompkę i dopompowałem kółka "na kamień"
- podregulowałem hamulce: tak żeby nie ocierały o obręcze (problem w tym że przy takiej regulacji nie za bardzo hamują ale to szczegół).
- zamontowałem licznik (sprezentowany mi ponad rok temu)
i w drogę - przetestowac sprzet.

3. Przejazdy, Wjazdy i Zjady:
Jazda: nadspodziewanie fajnie :)
Kondycja: do dupy :(
Vmax: na krótkim, płaskim odcinku to 40kmh :(
Hamulce: brak :)

CDN