1. Intro:
Przychodzi
Przychodzi czasem taki dzień w życiu mężczyzny, kiedy musi udowodnić z jak twardej gliny jest ulepiony... Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że dzisiaj jest właśnie ten dzień...
... ale pewnie będzie dopiero jutro ;).
2. Toys for Boys
Aktywizacja zasiedziałego przed laptopem ciała wymaga jednak nieco sprzętu.
Wiem, można pojechać do sklepu, wydać 9999 czy tez 99999 zł i mieć sprzęt do jazdy którym w dodatku będzie można pochwalić się dookola ;). Na to przyjdzie jednak czas: do ujeżdżania konkretnego sprzętu trzeba jednak podszlifować konkretną formę. Postanowiłem podjąć wyzwanie i przygotowac rower na bazie znajdującej się w mojej piwnicy: roweru sprezentowanego na 16 urodziny mojej żony (sic!) wydając max 300 zł (musi byc jakaś hierarchia: najpierw ukochany samochód, później rower) :).
W tym celu zszedłem wczoraj do piwnicy i wyciągnąłem części składające się mniej więcej na ten rower: MTB wyprodukowany ok 1998r w pięknym kolorze Yellow Lambo pokrywającym ramę Hi-Ten (troszę za mała jak dla mnie), wyposażony w porażający osprzęt Simano SIS.
Ostatnio wrzuciłem te części do piwnicy jakieś dwa miesiące temu (wycieczka z DMK77, Agnieszką i PatrykRy) nie dając im perspektyw na ponowne wykorzystanie w tym sezonie.
Oczywiście, jak każde zejście do piwncy, również i to było perfekcyjnie przygotowane: kupiłem wcześniej w decathlonie kierownicę + sztycę pod siodło (po konsultacjach z mechanikiem składającym tam rowery).
Z werwą zabrałem się za siodło: aktualna sztyca była tak wysunięta w ramę że jazda w terenie mogła skończyć się analogicznie jak operacja wykonana na niejakim Azji z pewnej książki którą jakiś czas temu czytałem do poduszki.
No i zonk: oczywiście pan mechanik mierzył suwmiarką średnicę starej sztycy, pokazywałem mu nową i oczywiście wszystko miało idealnie pasować -> niestety nie pasuje. Okazuje się że do ramy mogę wsunąć jedynie 26mm a kupiłem 27,2.
No dobra, w sumie w terenie chwilowo nie jeżdże ;)
Sprawnie pozbyłem się starej kierownicy (no dobra, chwilę szukałem jakiegoś płynu który mógłbym wlać w gumowe nakładki na ręce których w inny sposób zdjąć nie sposób, z pomocą oczywiście przyszła motoryzacja i stary płyn do spryskiwaczy o woni jabola). Jest dobrze: próbuję włożyć nową, aluminiową, pięknie wyprofilowaną sztukę. Well, chyba zbyt dobrze wyprofilowana jak dla mojego sprzętu. Jednak w myśl hasła: "Nic na siłę, wszystko młotkiem", wspierając się ekwilibrystycznym operowaniem szcypcami rozwierającymi obejmę kierownicy oraz kilkoma celnymi uderzeniami młotka, udało mi się odpowiednio zamocować nową sztuke.
Pierwsze wrażenie: wow -> zupełnie inny rower. Zamierzony cel osiągnięty: siedzi sie wygodniej.
Dobra, co tam jeszcze zostało myślę rozglądając się po piwnicy. Bingo: koła.
Sprawny montaż i kolejne zonki:
- powietrza brak (ale gdzieś mam pompkę rowerową ale gdzie to musze się zastanowić)
- tylne koło bije ocierając o klocki hamulcowe: trzeba się chwilę zastanowić.
Resztę zrobię jutro, myślę sobie i zamykam sprzęta w piwnicy :).
Dzisiaj, po odwiedzinach rodzinki, postanowiłem dokończyć dzieło:
- znalazłem pompkę i dopompowałem kółka "na kamień"
- podregulowałem hamulce: tak żeby nie ocierały o obręcze (problem w tym że przy takiej regulacji nie za bardzo hamują ale to szczegół).
- zamontowałem licznik (sprezentowany mi ponad rok temu)
i w drogę - przetestowac sprzet.
3. Przejazdy, Wjazdy i Zjady:
Jazda: nadspodziewanie fajnie :)
Kondycja: do dupy :(
Vmax: na krótkim, płaskim odcinku to 40kmh :(
Hamulce: brak :)
CDN

