Po pierwszej w 2011 poważniejszej wycieczce czas na drugą. Poprawiło mi się znacznie wyczucie roweru - do tego stopnia że ostatnie 10 km starałem się nie dotykać siodełka.... masakra.
Pomimo ponad 30 na karku i zbliżającej się 10 rocznicy rozpoczęcia pracy zawodowej - jeszcze nigdy do pracy nie dojechałem rowerem.... do dzisiaj ;).
Czas słaby - z jednej strony kondycja (chociaż bałem się przed jazdą że będzie gorzej), z drugiej strony rozpoznawałem nieznane mi ścieżki pomiędzy moją wioską a Stolicą - niestety kilka z nich było ślepych a niektóre dziurawe i bagniste ;).